Przygoda z Naturą

UKLEJKI ZE ZŁOTA

    Ukleja (Alburnus alburnus)  popularna mała rybka z rodziny karpiowatych (o długości 10 do nawet 20 cm i wadze 10 do 35 g) jest bardzo rozpowszechniona (oprócz Irlandii Północnej, Skandynawii i na zachodzie Półwyspu Bałkańskiego) prawie w całej Europie - aż po Ural. To ona jest podstawowym pokarmem wielu ryb drapieżnych, a przez wędkarzy używana jako żywa lub martwa przynęta. Jest też poławiana do celów konsumpcyjnych w dużych ilościach (nie posiada wymiaru ani okresu ochronnego), choć wymaga cierpliwości podczas czyszczenia ze względu na mały rozmiar.
     Jest łatwa do zwędkowania przez cały dzień, kiedy to przebywa blisko powierzchni lustra wody bo w nocy schodzi na większą głębokość. W dzień żeruje w dużych stadach bardzo intensywnie i jest nader łatwą zdobyczą dla wędkarzy. Wędkuje się ją przeważnie metodą spławikową na bardzo delikatny zestaw.
     Można by ją nazwać srebrną rybką gdyż jej łuski (dające się łatwo usuwać) mają bardzo intensywny srebrny kolor, choć czasem... ”bywają” one koloru złotego.
     Na wyjazd na tegoroczne XV ŚLIP (Światowe Letnie Igrzyska Polonijne) we Wrocławiu, w ramach organizacji PASA (Polish American Sports Association) zdecydowałem się praktycznie dwa lata temu po VIX ŚLIP w Toruniu w 2009 roku ponieważ...? No, ale nie uchylajmy na razie rąbka tajemnicy, aby nie stracić emocji towarzyszącej opisowi mojego udziału w  tegorocznych igrzyskach polonijnych.
     Tak jak dwa lata temu, oprócz konkurencji strzeleckich (traktowanych niejako okazyjnie), zapisałem się we Wrocławiu przede wszystkim na udział w zawodach wędkarskich, koronnej konkurencji dla mnie jako, że wędkarstwu „zaprzedałem” swoją duszę w Sandomierzu..., „krótko” po moim urodzeniu. Wiedząc, że zawody wędkarskie we Wrocławiu odbędą się na odnodze rzeki Odry, a ponieważ podobne warunki i te same gatunki ryb w niej występujące można także spotkać na Wiśle koło Sandomierza, więc postanowiłem troszkę powędkować na tej rzece. Ponieważ jestem członkiem koła Nr 1 w Sandomierzu, więc legalnie zaliczyłem parę wypadów z moim szwagrem Jankiem (też zapalony wędkarz) nad „wodę”. Dla szwagra zakończyło się to nie najlepiej bo wędkując na ujściu starego portu w dzielnicy Nadbrzezie, pośliznął się niezbyt fortunnie co zakończyło się rozbiciem nosa i zszywaniu rozcięcia w szpitalu. No cóż, taka jest niekiedy cena uprawiania wędkarstwa. Na szczęście rana się szybko zagoiła, a szwagier dostał „stałą” przepustkę na ryby od mojej niezwykle wyrozumiałej siostry Anny.     Te wypady nad Wisłę przed igrzyskami nie dały mi odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, bo woda w rzece po zeszłorocznej powodzi i przerwaniu wału przeciwpowodziowego w pobliżu Sandomierza, pozbCzlonkowie komisji - Wroclaw 2011awiona była praktycznie „białej ryby” (płotka, okoń, leszcz, krąp, wzdręga, certa, kleń, świnka). Natomiast przy brzegu, a szczególnie przy główkach tam wychodzących prostopadle od brzegu w kierunku środka rzeki, buszowały drapieżniki (boleń, szczupak i sandacz).
     Ale wiedziałem (po przeczytaniu regulaminu wędkarskiego igrzysk), że we Wrocławiu tak jak i poprzednio w Toruniu, na drapieżniki nie będzie można polować bo zawody odbędą się w konkurencji spławikowej (bez możliwości wędkowania na żywca – na korek lub wędkowania gruntowego). No, ale drapieżniki polowały na Wiśle przede wszystkim na uklejki, których było tam mnóstwo jako, że rozmnażają się one bardzo szybko. A uklejka to przecież ryba dopuszczalna do wędkowania na czekających mnie wkrótce zawodach!
    Należało się tylko upewnić jakie ryby występują w czasie trwania zawodów na Odrze we Wrocławiu (5 sierpień 2011) i czy żerują tam dobrze również uklejki. Jeszcze przed  rozpoczęciem zawodów, postanowiłem zdecydować się na jakie ryby będę wędkował w trakcie ich trwania, bo niekiedy na zmianę taktyki i decyzji podczas zawodów może być za późno. Ale o tym postanowiłem zdecydować na miejscu po zapoznaniu się z wodą (ukształtowanie dna, siła i kierunek prądu i warunki meteorologiczne).
     Kiepska miejscami droga z Sandomierza do Krakowa (przez Niepołomice) nie zniechęciła mnie do wyjazdu wraz z żoną do Wrocławia. Szczególnie, że dalszy odcinek naszej trasy od Krakowa do stolicy Dolnego Śląska prowadzi bardzo dobrą autostradą co znacznie skraca czas dojazdu.
     Prosto „z marszu” udajemy się do biura igrzysk aby po długim czekaniu (organizacja rejestracji uczestników niezbyt dobrze zaplanowana) załatwić wszystkie formalności mojego uczestnictwa w tej pięknej polonijnej imprezie. Po uczestnictwie w zawodach strzeleckich (bez sukcesu zresztą), postanawiam „zaglądnąć” nad Odrę, obejrzeć miejsce jutrzejszego wędkowania i trochę potrenować aby zorientować się co też „w trawie”, a raczej wodzie piszczy. Towarzyszy mi Andrzej (mąż kuzynki mojej żony), który od kilkudziesięciu lat mieszka we Wrocławiu, więc dzięki niemu trafiamy na miejsce (w rejonie Wału Karłowieckigo) bez problemu. Andrzej na temat wędkowania w Odrze nic mi nie może pomóc, bo wędkarstwo go raczej nie interesuje. Zabieram ze sobą moje wędki, zanętę i swoje wędkarskie „klamoty” w pudełeczku, więc będę mógł trochę potrenować. Na brzegu 2 - 3 lokalnych wędkarzy marzy (jak każdy wędkarz) o złowieniu taaaaakiej ryby. Mam szczęście, bo jeden z nich udziela mi odpowiedzi na moje pytania. Już po kilku jego odpowiedziach zorientowałem się, że jest to wyśmienity wędkarz, doskonale znający swoje rzemiosło i rzekę. Bardzo obszernie i fachowo wyjaśnia mi jaki rybostan występuje w tej odnodze Odry, gdzie i jaką rybę można zwędkować, o której porze oraz wyjaśnia mi jak kształtuje się dno na odcinku gdzie będą zawody. Ale jak podkreśla wielokrotnie, decyzja należy do mnie na jaka rybę powinienem wędkować podczas zawodów.
     Mam nadzieję, że dzisiejsze krótkie wędkowanie pozwoli mi na podjęcie decyzji. Rozpoczynam wędkowanie z dala od brzegu, na głębszej wodzie, gdzie przynęta (białe różowe robaczki) leniwie przesuwa się po dnie. Po godzinie, podczas której kilka razy zerwałem zestaw na podwodnych kamieniach zabezpieczających brzeg rzeki, postanawiam zmienić zestaw i wędkować na uklejki. Biorą, ale nie w takiej ilości jaką można byłoby się spodziewać obserwując powierzchnię wody, gdzie intensywnie żerowały stadami. Dopiero po delikatnym powierzchniowym nęceniu coraz więcej uklejek udaje się zahaczać. Staram się nęcić nie za często i blisko mojego stanowiska aby ich stadka były w zasięgu mojej wędki. Jeszcze jedna bardzo użyteczna obserwacja – dzisiaj uklejki bardziej łakomiły się na pinki (różowe robaczki) choć miejscami nieźle żerowały na białe. W czasie tego wędkowania staram się poprawić technikę lekkiego zacięcia i holu uklejek, gdyż zbyt wiele z nich spadało z haczyka do wody zanim ja zdążyłem je uwolnić. Pod koniec wędkowania zdążyłem skorygować parę popełnianych błędów i tylko nieliczne z nich zrywały się z haczyka. Błędów tych nie dało się uniknąć także podczas trwania zawodów, gdyż na ukleje wędkuję sporadycznie w Polsce... raz na kilka lat, więc traci się trochę nabyte doświadczenie.
     Po dwóch godzinach kończę trening i cały czas się zastanawiam na jaki rodzaj ryby zdecydować się jutro podczas zawodów. Skłonny jestem raczej wędkować ukleje, tym bardziej, że dwa lata temu w Toruniu... Znowu chcę wyprzedzić nieco zakończenie tego artykułu. Wyjaśnienie zostawiam jednak na koniec. Postanawiam podjąć ostateczną decyzje jednak dopiero tuż przed zawodami, a zależeć to będzie głównie od pogody.
     W dniu 5 sierpnia 2011, jestem na miejscu zawodów już 2 godziny przed ich rozpoczęciem. Po rejestracji dostaję od organizatorów siatkę na ryby, wędkę przynętę i zanętę. Zawody będą prowadzone przez Okręg Wędkarski we Wrocławiu. Po odebraniu sprzętu, jeden z członków koła proponuje mi skrócić długość żyłki na zestawie uklejkowym (otrzymanym od organizatorów) tak, aby był znacznie krótszy od długości wędki, tłumacząc to łatwiejszym operowaniem podczas wędkowania i uwalniania ryby do siatki. Przystałem na tą propozycję mimowolnie co jednak nie było dobrym rozwiązaniem.
     Po odprawie zawodników, wylosowaniu i zorganizowaniu swojego stanowiska, obserwuję pogodę. Jest parno i bardzo ciepło, a na horyzoncie zbierają się małe burzowe chmury. Te chmury nie szczędziły deszczu podczas drugiej tury zawodów (popołudniowej), kiedy to zawodnicy podczas 15-to minutowej nawałnicy zostali zmoczeni do „suchej nitki”. Zakładam - biorąc pod uwagę moje życiowe doświadczenie wędkarskie, że jednak przy takiej temperaturze i silnie operującym słońcu, o tej porze dnia (w godz. 10 - 12 rano) zwędkowanie dużej rybki (leszcz, krąp, certa, świnka czy też okoń) są raczej małe. Oczywiście, że nie jest to całkowicie wykluczone ale ja jednak podejmuję ryzyko i decyduję się na wędkowanie uklejek. Dlatego przygotowałem także drugą wędkę na uklejki z małym kołowrotkiem. To na wypadek, gdyby żerowały nieco dalej od brzegu, poza zasięgiem wędki bez kołowrotka (przygotowanej przez organizatora).
     Równo z rozpoczęciem sygnału do wędkowania (10:30 rano) po wrzuceniu paru kul ciężkiej zanęty (to na wypadek aby zwabić inne ryby aniżeli ukleje), rozpoczynam wędkowanie uklejek. Po paru minutach mam dopiero dwie, więc zaczynam systematycznie podczas trwania zawodów, zanęcać miejsce wędkowania lekką zanętą z dodatkiem białych robaczków i pinek wymieszanych z płynem zapachowym. Staram się rzucać zanętę nieco powyżej mojego stanowiska, aby lekko spływała potem w mój rejon wędkowania. Rezulaty są widoczne bo teraz coraz częściej uwalniam uklejki i wrzucam je do siatki zanurzonej w wodzie. Skuteczność wyniku poprawia i to, że robaczka na haczyku (wędkuję na jednego robaka na haczyku jednorazowo) od czasu do czasu „tarzam” w zapachowym proszku który pomaga skutecznie „zdecydować się” uklejom na wybranie moich robaków na „zakąskę”. No cóż, rybkom trzeba dogadzać chcąc zwędkować ich jak najwięcej.
      Kątem oka obserwuję sąsiada, który zdecydował się na wędkowania z dna z zamiarem złowienia większej ryby. Ale na jego wędce nie ma żadnej akcji. Gdyby jednak miał dobre brania to oczywiście i ja zdecydowałbym się na zmianę rodzaju wędkowania. Nie zajęłoby mi to więcej jak minutę, gdyż miałem obJozef Kolodziej na stanowisku -Torun 2009ok siebie przygotowaną wędkę na tę okoliczność. Ale to mój sąsiad po godzinie braku brań, przestawił się na wędkowanie uklejek, ale było już zbyt późno aby mógł mi zagrozić.
     A w trakcie wędkowania paru zawodników z drugiej tury wędkowania, a także kibicujący mi Andrzej żoną Grazyna oraz moja żona Ewa, po obserwacji innych zawodników, przynosili mi dobre wieści, iż prawdopodobnie zdecydowanie prowadzę w tej turze zawodów. Mimo, że warunki wędkowania na Odrze były praktycznie jednakowe dla wszystkich zawodników, to wędkowanie uklejek wymaga dobrego (składu zanęty), i umiejętnego zanęcania – niezbyt częstego (aby jej nie przekarmić) ale i niezbyt długiego okresu bez nęcenia, aby ryba nie odpłynęła na inne miejsce w poszukiwaniu pokarmu.
     Ponadto, decyduje w tym przypadku także decyzja o momencie bardzo delikatnego podcinania bo przy wcześniejszym, ryba nie zdąży połknąć dobrze robaka i trzyma go dopiero za koniec w pysku, a przeczekanie brania pokutuje głębokim połknięciem przynęty, co opóźnia wyraźnie czas uwalniania ryby z haczyka. A kolosalnym czynnikiem sukcesu wędkowania podczas zawodów uklejek jest szybkość wyholowania ryby, uwalniania jej i zmiany robaka na haczyku oraz dostosowanie gruntu - z reguły bardzo płytki, bo jak wspomniałem na wstępie, żeruje ona pod powierzchnią lustra wody.
     Moja szybkość wędkowania była nieco opóźniona przez zbyt krótki zestaw, bo po zacięciu ryby, holowaniu i wyciagnięciu jej z wody znajdowała się ona nieco ponad moją głową, a nie na wysokości mojej lewej ręki. A huśtającą się wahadłowo uklejkę na haczyku nie jest zbyt łatwo złapać w powietrzu celem uwolnienia jej z haczyka, pamiętając także o tym by zrobić to jak najszybciej, aby nie uwolniła się i nie spadła do wody oraz aby jak najszybciej powtórnie zarzucić robaka do wody.
     W trakcie wędkowania nie uniknąłem paru splątań żyłki, a jej rozplątywanie zajęło mi parę bezcennych minut. Próbowałem wtedy zmieniać wędkę na moją ale to był błąd, gdyż była ona za krótka (2.4 m) i obciążona kołowrotkiem (co utrudniało operowanie nią) więc bardzo szybko z niej zrezygnowałem. Po doświadczeniach wędkowania na tych igrzyskach, wiem już na pewno jak przygotować zestaw (a najlepiej dwie wędki) na uklejkę podczas następnych polonijnych zawodów.
     Po dwóch godzinach, sędziowie ogłaszają koniec tej tury zawodów w wędkarstwie spławikowym. Z niecierpliwością obserwuję ważenie zwędkowanych ryb przez zawodników i czekam na oficjalne wyniki (jeden punkt za każdy złowiony gram ryby). Kiedy do zakończenia pozostało zważenie połowu ostatnich paru zawodników, wiedziałem już, że wygrałem tę turę zawodów z wynikiem 820 pkt. (47 zwędkowanych uklejek co jest bardzo słabym wynikiem). A po zakończeniu drugiej tury wędkowania radość moja nie miała końca. Okazało się, że zająłem w swojej kategorii pierwsze miejsce, a także byłem najlepszy we wszystkich kategoriach wiekowych zarówno wśród kobiet i mężczyzn (drugi wynik zawodów to 690 pkt. zawodnika z Litwy). Zawody rozegrano w kategoriach: kobiety (do lat 50), seniorki (pow. 50 lat), juniorzy (do lat 15), mężczyźni (do 55 lat) i seniorzy (pow. 55 lat). Oficjalne wyniki zawodów można sprawdzić na stronie internetowej igrzysk - igrzyskapolonijne.dolnyslask.pl     Moje ukleje nabrały więc powtórnie barwy złota. Dlaczego powtórnie? Teraz już mogę wyjaśnić drodzy czytelnicy i miłośnicy wędkarstwa dlaczego zdecydowałem się pojechać także i na te igrzyska polonijne do Wrocławia i dlaczego zdecydowałem się jednak na wędkowanie uklejek.
     Otóż dwa lata temu w 2009 roku, podczas VIX Światowych Letnich Igrzysk Polonijnych na zawodach wędkarskich, które odbywały się na Wiśle w Toruniu, byłem także najlepszy ze wszystkich kategorii wiekowych zdobywając złoty medal. Tam także ze względu na pogodę (słonecznie przy temperaturze około 30 stopni Celsjusza) zdecydowałem się na wędkowanie uklejek zakładając (ryzykując nieco), iż o tej porze dnia i przy tej temperaturze największą szansą na zwycięstwo będzie wędkowanie na ten gatunek ryby. I to był także strzał w przysłowiową „dziesiątkę”.
     Tam także moje uklejki nabrały barwy złota i za ich przyczyną powtórzyłem swój sukces we Wrocławiu, zostając powtórnie (na następne dwa lata) polonijnym mistrzem świata w wędkarstwie spławikowym!     Po przyjeździe z igrzysk do USA, moi przyjaciele gratulowali mi zajęcie... 3-go miejsca w wędkarstwie! Prostowałem, poprzez pokazywanie medalu i dyplomu, iż zająłem 1-sze miejsce i to ich dopiero przekonywało. Na moje pytanie skąd mają taką błędną informację odpowiadali, że z najbardziej „wiarygodnego” źródła... czyli TVP Polonia, która podała taką, a nie inną kolejność w tej dyscyplinie. A ta „rzetelność”, a raczej niechlujność informacyjna dziennikarzy może czasami trochę popsuć radość ze zwycięstwa. A wystarczyło tylko przeczytać oficjalny protokół zawodów w wędkarstwie spławikowym we Wrocławiu, umieszczony na oficjalnej stronie igrzysk, bez konieczności wybierania się nad „wodę”.
Dane wędkowania na zawodach we Wrocławiu:
     Wędka o długości 3.0 m – bez kołowrotka z delikatną szczytówką. Żyłka główna 0.10 mm z lekkim podłużnym spławikiem (0.10 g) obciążona przy kręciołku jedną małą ołowianą śruciną (0.5 g). Przypon z żyłki 0.06 mm o długości około 20 cm zakończony haczykiem nr 16.
     Zanęta: Na leszcza i płoć, stosowana w postaci mokrych kul – na początku wędkowania, a później ta sama przynęta ale sucha z dodatkiem białych robaczków. Przynęta to pinki i białe robaki. Wędkowanie uklei na odnodze Odry w odległości 1.5 do 4m od brzegu przy wolnym prądzie wody.

 Tekst: Józef Kołodziej
 Foto: Ewa i Józef Kołodziej
 Sierpień – 2011
 www.Przygodaznatura.com

OSTATNIE ARTYKUŁY:

   Bal Pirata
  Bal PASA
  Uklejki ze złota
  Zaffarancho - Gdańsk