Przygoda z Naturą

ACH TEN SPRYCIARZ TAUTOG - 2010

    Wędkowanie na ten gatunek ryby, dostarczają wędkarzom wiele emocji. Nie, nie z racji jej smakowitego mięsa czy też zwędkowania dużego okazu (osiąga wagę nawet 10 funtów i więcej). Ale z racji innych przyczyn, których raczej nie spotyka się podczas wędkowania na inne morskie ryby. Bo wędkowanie tautog (zwanym także blackfish or rockfish) zaczyna się w okresie późnojesiennym (połowa listopada) i trwa do mniej więcej końca stycznia co ze względu na zimne wiatry na morzu - nie omijających także charter czy też party boat, eliminuje (przy znacznym współudziale ich życiowych połówek)  już na wstępie wielu „ciepłolubnych wędkarzy”. Ponadto na wędkowanie tego gatunku, trzeba dobrać starannie sprzęt wedkarski i wykazać się dobrą znajomością zwyczajów i żerowania tej ryby.
   Bo tautog (Tautoga onitis) to bardzo sprytna i ostrożna ryba, która niezbyt łatwo sprzedaje swoją skórę a raczej smakowite mięsko opakowane w ciemnej barwy prążkowaną skórę. W momencie zacięcia potrafi szybko dać nura pod najbliższy głaz co zazwyczaj kończy się urwaniem całego zestawu. Przyznam się szczerze, że na tą rybę zacząłem wędkować zaledwie 4 lata temu i do dziś uczę się od innych i z własnych doświadczeń jak na nią wędkować, aby nie popełniać zbyt dużo błędów co przekłada się na mizerne nieraz wyniki. I muszę przyznać obiektywnie, że do dziś jeszcze popełniam ich wiele podczas wędkowania i do końca nie wiem w którym momencie powinienem ją zaciąć. A to dlatego, że jest to bardzo sprytna ryba dostarczająca wędkarzowi wiele emocji ....a i nerwów także.
    Poniżej opisane wyprawy wędkarskie, świadczą jak wiele czynników i indywidualnych umiejętności wpływa na sukces wędkowania tautog. Po czterech latach wędkowania na tautog (w poprzednich latach z reguły 1 – 2 razy w roku) wydawało mi się, że wiem dobrze jak ją zwędkować. Wszakże poprzednie wędkowania kończyły się złowieniem kilku wymiarowych ryb tego gatunku oraz za każdym razem kilku zerwań, to dopiero wyprawa w dniu 21 listopada 2010 roku, obanżyła moje umiejętności (a właściwie ich brak) podczas wędkowania tej sprytnej rybki.
   Pierwszą tegoroczną wyprawę na tą rybkę w połowie listopada, opóźniła nam pogoda. Temperatura nas nigdy nie odstrasza ale na silnie wiejący wiatr i duże fale jesteśmy bezradni a i kapitan party boat też, gdyż rygorystyczne przepisy nie pozwalają mu wychodzić wtedy w morze. Wreszcie telefon od Wojtka w przeddzień wędkowania poprawia mi znacznie humor tego wieczoru. Gorzej jest rankiem 21 listopada, bo warkot budzika parę minut po piątej nie nastraja zbytnio do szybkiego wstawania. Moja „życiowa przyjaciółka” (żona Ewa) troszkę tak przez sen wyraziła swoją krótką stałą opinię na temat lekko świrniętych facetów uganiających się z wędką o tak wczesnej porze. Ale tylko krótką, bo na szczęście Morfeusz zatroszczył się o nią bardzo szybko, więc na jej dłuższą opinię na temat - „wędkarskich świrów”  już nie było szans. Zapewne chciała także popukać się w czoło, ale niemożliwość wykonania tego gestu (zasnęła wcześniej) wyszedł jej z pewnością na zdrowie i urodę.
   Wstaję więc mimo wszystko gdyż nie mam wyjścia - za pół godziny muszę być gotowy a ponadto przede mną kolejna wędkarska wyprawa. Tym razem wędkowanie na Oceanie Atlantyckim u wybrzeży New Jersey, pierwszy raz w tym roku na tautog. Tym razem po raz pierwszy (od kiedy wędkuję na tautog) wypłyniemy z Bargenet Light (na południu NJ), licząc iż tam będzie więcej ryb, ze względu na małą ilość party boat dokujących w tej marinie. Dwie godziny jazdy pozwoliło mi troche „dospać” z zarwanych godzin tym bardziej, że po drodze musieliśmy nieco poczekać na spóźnionego Mietka. Na miejscu okazuje się, że na black fish płynie tylko jeden statek – Carolyn Ann III, ale chętnych na ta wyprawę nie było zbyt dużo.
   Dzisiaj razem ze mną wędkować będzie oprócz wspomnianego Mietka, także Józek Kłoskowski Tadek Kordowski i Józek Krek, który oprócz wędkowania uwielbia bardzo uroki natury. Statek, (bardzo czysty!)  ku mojemu zaskoczeniu, opuszcza port punktualnie o ósmej rano mimo braku kompletu wędkarzy na jego pokładzie. Nam to absolutnie nie przeszkadza, bo przynajmniej nie będzie „przeludnienia” (a więc i splatań żyłek) do czego dopuszczają zbyt pazerni kapitanowie.
   Po pół godzinie jesteśmy na pierwszym łowisku. Ocean jest dla nas wyjątowo dzisiaj łaskawy. Mała fala na błękitnym oceanie, lekki wiaterek i dogrzewające nas słoneczko, zapowiadają przyjemne wędkowanie. Nad głowami, od czasu do czasu przelatują wrzaskliwe mewy, czychające na swoje śniadanie. Na sygnał kapitana (syreną), połówki krabów obciążone 6-uncjowym ciężarkiem, szybko zmierzają do dna oddalonego od nas około 50 – 60 stóp.
   Po kilku minutach moi koledzy wyciągają pierwsze oporne tautogs. Wcale się im nie dziwię, że nie mają ochoty wynurzyć się z zimnej wody i znaleźć się w naszych lodówkach  z „perspektywą” wygrzewania się później w ciepłym oleju na patelni. Ale wielu z nich ma szczęście bo nie dorosły do wymiaru ochronnego, więc z powrotem wędrują do wody. Dziwię się trochę, dlaczego ja mam tak niewiele oznaków brania na mojej wędce mimo, że stoję tuż obok moich kolegów A bardzo często podczas sprawdzania przynęty wyciagam pusty haczyk bo okazuje się iż została ona zjedzona przez sprytne tatutog. Ale dlaczego w takim razie nie wyczuwam brań? Pytam się o to Józka Kreka - świetny morski wędkarz, który szczególnie upodobał sobie wędkowanie na tautog, bo wymaga od niego dobrych wędkarskich umiejetności. Jego spojrzenie na mój sprzęt i przyczyna tego niepowodzenia wyjaśnia się natychmiast. Masz za mięką końcówkę wędki – ocenił Józek mój kij. Bo tautog, bierze bardzo delikatnie (szczególnie małe) i ostrożnie więc nie wyczuwasz ich wtedy, kiedy „skubią” przynętę - dodaje. Ponadto taką końcówką jest bardzo trudno zaciąć rybę, gdyż ma ona twardy pysk, przystosowany do miażdżenia skorupiaków.No cóż, nie mam innego wyjścia gdyż nie zabrałem ze soba zapasowej wędki z bardziej sztywną końcówką.
   Wędkuję więc dalej. Dopiero o 11:15 wyciagam swojego pierwszego tautog. Nieszczęścia chodzą parami – rybka jest niewymiarowa i dlatego po jej pozowaniu ze mną do zdjecia, wędruje z powrotem do wody. Nie wiedziałem wtedy jeszcze tylko jednego, że to będzie moja ostatnia ryba zwędkowana podczas tej wyprawy. Koledzy osiągnęli dużo lepsze wyniki – Józek -6 wymiarowych tautog (keepers), Tadek – 4, Mietek 3, a najlepszy z nas - Józek Krek aż 9. Natomiast Tadeusz mógł się pochwalić największym zwędkowanym okazem z pośród nas – 19 inch i pulautor i jego 17.5 inch tautog powędrowała do niego.
    Jeszcze tylko parę zdjęć z rybkami i sympatyczną pomocnicą (Beth) kapitana i kolejny rejs wędkarski dobiegł końca. Do portu wpływamy parę minut po 2 pm, nieco zawiedzeni ilością oraz wielkością zwędkowanych tautogs. No cóż. Takie to wędkarskie szczęście, którego jak nieraz dyskutowałem z kolegami jest coraz mniej za sprawą połowów komercyjnych (czyt. sieciowych). Ale wiem, że mimo to dołączę do kolegów podczas kolejnego wyjazdu na wędkowanie tej sprytnej ryby.
   Okazja do powtornego wyjazdu na wędkowanie tautog nadarzyła się już po 10 dniach (2-go grudnia 2010), jak zawsze za sprawą Wojtka, który zresztą nie musiał mnie zbytnio na ten wyjazd namawiać mimo mroźnej grudniowej pogody. Umówiony z nim przed moim domem, wymknąłem się możliwie jak najciszej, aby nie narazić czoła mojej „przyjaciółki” żony na zimne okłady po zbytnim się weń stukaniu. Mimo ciepłego ubioru, fala zimnego mroźnego powietrza owiewa mnie za progiem domu, wzbudzając chwilowe wątpliwości co do słusznego dobrowolnego poddania się tej zimowo-wędkarskiej próbie. No ale Wojtek już podjechał, więc nie wypada się wycofać, choć aż mi pachnie jeszcze ciepła podusia pod głową, którą tak lekkomyślnie przed chwilą porzuciłem. Niestety, jak nieraz powtarzałem, los zapalonego wędkarza nie jest taki przyjemny jak by się wielu wydawało, szczególnie naszym partnerkom.
   Jeszcze po ciemku, dojeżdżamy do stacji benzynowej - WA-WA  przy Rt 18 , gdzie zabieramy trzeciego uczestnika dzisiejszej wyprawy – Józka Kreka oraz gorący kubek kawy, która rozbudza w nas nadzieję na cieplejszy dzisiejszy dzionek. A kilkadziesiąt minut później jesteśmy już w Belmar, gdzie przy nadbrzeżu w porcie czeka na nas Sea Bear, statek którym mieliśmy zamiar udać się na wędkowanie. Po rozmowie z członkiem załogi, okazuje się, że ze względu na brak chętnych wędkarzy (tych pewnie z podusią pod głową), statek dzisiaj nie wypłynie. Doraził nam abyśmy pojechali do Brielle, gdzie prawdopodobnie w rejs wybiera się statek Dauntless, za którym - po poprzednim złym doświadczeniu podczas wędkowania na sea bass, niezbyt przepadam a raczej za jego kapitanJozek Krek i jego tautogsem. Ale ku mojemu zadowoleniu, on też dzisiaj nie wypłynie w ocean ze względu na brak wędkarzy.
   Jest już kilkanaście minut przed ósmą (wiekszość statków wypływa o ósmej na poranne wędkowanie) a my nie mamy czym płynąć! Po krótkiej naradzie postanawiamy znaleźć inny statek w tym samym porcie bo na zmianę portu już nie mamy czasu. Tutaj też do naszej grupy dołącza Boria (wędkarz z Rosji – przygodnie poznany przez Wojtka na wcześniejszym rejsie wędkarskim). Wkrótce szczęście nam dopisuje, gdyż kapitan statku Norma-K III, decyduje się parę minut po ósmej wypłynąć na rejs z 11-ma zaledwie wędkarzami.
  Pogoda rano nam sprzyja. Mała 1 – 2 stopowa fala na morzu, słonecznie choć z rana mroźny wiaterek zmusza nas do ubrania rękawic i osłonięcia twarzy. Dzisiaj będę wędkował na pożyczoną od Józka wędkę o zdecydowanie twardszej końcówce od mojej używanej na poprzednim rejsie. Pamiętaj – doradza mi Józek, że tautog to sprytna ryba. Z reguły nie chwyta przynęty od razu do pyska. Szczególnie te mniejsze. Ponieważ odżywia się skorupiakami, więc najpierw szybko miażdży jego skorupę, aby po tym dopiero połknąć przynętę. Dlatego to jego pierwsze a nawet drugie stukanie (charakterystyczne dla tego gatunku podczas pobierania przynęty) – przeczekaj. Dlatego cały czas trzymaj lekko naprężoną żyłkę, abyś nie przegapił tego „stukania”. Za pierwszym więc stuknięciem nie podcinaj, odczekaj, lekko podciągnij przynętę i dopiero jak poczujesz szybkie następne stuknięcia i lekkie pociągnięcie przynęty przez rybę – podcinaj. I jeszcze jedna ważna rzecz. Jak tylko podetniesz i poczujesz rybę na haczyku, nie popuszczaj i szybko nawiń troczkę żyłki na kołowrotek po to, aby ona z połknietą przynetą nie czmychnęła pod skałę bo ją wtedy stracisz razem z zestawem (haczyk, ciężarek, kawałek żyłki) raczej bezpowrotnie.
 Obdarowany takimi wędkarskimi poradami rozpoczynam dzisiejsze wędkowanie dosyć pomyślnie bo już po 40-tu minutach wędowania (około 9 am) mój pierwszy tautog miał pecha i wylądował na pokładzie. Ale tym razem to ja miałem pecha bo niestety nawet go nie mierzyłem lecz z powrotem wrzuciłem do wody, gdyż zdecydowanie wygladał na niewymiarowego. Miałem tylko nadzieję, że nie spotka mnie to co wydarzyło się 3 lata temu, kiedy pierwsze dwanaście (!) Tautog, okazały się niewymiarowe. Staram się pamiętać i stosować w praktyce uwagi Józka ale nie zawsze mi się to udaje, szczególnie przy delikatniejszym braniu małych ryb. Każde branie to mimo wszystko nie szablon, bo ryba znajduje się na dnie w innym trochę miejscu i nieraz atakuje przynętę bardzo zdecydowanie (z reguły te większe) a nieraz „stuka” bardzo delikatnie i z przerwami. Jeszcze dwa kolejne powędrowały do wody zanim los uśmiehnął się do mnie.
   O 10:50 am, dwa kolejne silne „stukania” ale tak szybkie , że nie zdążyłem zareagować. Podciąłem z lekkim opóźnieniem bez efektu. Ale nie wyciągałem przynęty do sprawdzenia. Na szczęście ryba zaatakowała przynete za chwilę jeszcze raz. Błyskawicznie podciąłem i w momencie holowania wiedziałem, że będzie to keeper (wymiarowa ryba). Za chwilę, piękny 17.5 inch tautog, wylegiwał się wygodnie w mojej turystycznej lodówce. Kolejny niewymiarowy wrócił do oceanu, kolejne dwa uciekły mi pod skałę (zerwane zestawy) i o 1:40 kolejny wymiarowy (17 inch) tautog, dołączył do poprzedniego. Do zakończenia rejsu o 2 pm, żadna już ryba nie dostarczyła mi tak wspaniałych wędkarskich emocji. Ale wiem, że dzisiejszy mój sukces odniosłem dzięki pożyczonej od Józka wędce i jego bezcennym poradom. A Józek Krek tym razem złowił 7, Boria 4 a Wojtek tylko jedną wymiarową tautog.
   Na koniec rejsu dodatkowy sukces mojej dzisiejszej wyprawy. Okazało się, że mój 17.5 inch tautog był najcięższym zwędkowanym podczas tego rejsu, więc wygrałem obydwie pule - tą „statkową” (na którą się zapisali wszyscy wędkarze na statku) i tą między nami czterema. Jeszcze tylko spojrzenie na błękitny lekko rozkołysany ocean, jeszcze tylko jeden łyk mrożnego powietrza, spojrzenie na wszędobylskie mewy czekające na resztki oczyszczonych ryb, jeszcze przez chwilę zafascynowany obserwuję strumień rozpędzonej wody za rufą statku napędzanego potężnym silnikiem i z żaTadeusz i jego 19.5 inch tautoglem zachowuję ten kolejny wędkarski rejs do kart historii.
   Dane wędkowania tego rejsu:
 Wędkowałem na 7 stóp długości wędkę (pozyczoną od Józka) marki Shimano z twardą końcówką i moim kołowrotkiem spiningowym – tej samej firmy. Na morskie wędkowania, zdecydowanie lepszy jest kołowrotek o stałej szpuli – tzw. multiplikator. Na kołowrotku linka o wytrzymałości 20 funtów. Do linki dowiązany haczyk na wędkowanie tautog na - żyłce o wytrzymałości 30 lbs (gotowy zestaw można kupić w każdym bait shop) i ciężarek o wadze 6 – 8 uncji (w zależności od siły prądu i głębokości wędowania) uwiązany tak, aby był wyżej od haczyka. Wyżej dlatego, że tautog żeruje przy dnie więc tam powina się znaleźć przynęta (małże, kraby, krewetki). Podczas wędkowania siła wiatru dochodziła do 10-15 mil/godz. Długa niska fala o wysokości 1-2 stopy. Wędkowanie w okolicy Sandy Hook na głębokości 70 – 80 stóp przy słonecznej pogodzie.
   Ale to nie było moje ostatnie w tym roku wędkowanie więc czoło mojej „przyjaciółki” do końca roku będzie narażone na szwank. W ten mroźny poranek 17-go grudnia 2010 roku, decydujemy się (Wojtek Palczewski i Józek Krek) na wędkowanie z Belmar na statku Explorer. Tym razem chętnych wędkarzy na zmarznięcie było wystarczająco dużo więc punktualnie o 8:30 am opuszczamy port, kierując się wzdłuż wybrzeża na północny wschód. Kapitan decyduje się na wędkowanie na głębszych łowiskach licząc, że tautog odpłynął już od brzegu i żeruje na głębszej wodzie.
   Po godzinie od wypłynięcia z portu statek został zakotwiczony dwoma kotwicami na dziobie a my natychmiast rozpoczynamy wędkowanie. Głębokość Oceanu Atlantyckiego w tym miejscu wynosi około 90 - 100 stóp. Niestety – poręcz na tym statku nie była ogrzewana więc starałem się unikać z nią kontaktu, szczególnie, że lodowaty  wiatr i tak szybko wychładzał ręce mimo, że chroniły je rękawiczki z wyciętymi otworami na palce. Wędkujemy na takie same zestawy jak na poprzednim wędowaniu z tym, że na przynętę używamy oprócz zielonych krabów (dostarczonych w ramach biletu - $55), także białe kraby kupione w bait shop przed rejsem. Podobnież tatutog lepiej na nie żeruje ale podczas tego wędowania nie zauważyłem żadnej różnicy brań między oboma gatunkami. Ja tym razem używałem swojego zestawu:
  Kij, 7 stopowy Ugly Stick, marki Shakespeare i kołowrotek o stałej szpuli marki Penn 113H special 4/o senator (trochę za duży).
   Po dwóch godzinach wędkowania, wiadomo było, iż tautog dzisiaj żeruje bardzo słabo. Wszakże czuję parę niemrawych brań ale po zacięciach nie poczułem tak oczekiwanego oporu ryby. Zmieniam często kraba na haczyku aby był w miarę świerzy i „soczysty”, ale nie bardzo to pomaga. Natomiast od czasu do czasu zahaczamy jakieś paskudztwa przypominające skrzyżowanie głowy żmiji i ciała węgorza. Załoganci chętnie je zabierają a my chętnie się ich pozbywamy. Podobnież orientalne kuchnie chętnie je kupują. Nie mam nic przeciwko temu pod warunkiem, że nikt nie każe mi tego jeść. Nawet za darmo!
   W tej sytuacji kapitan decyduje się na zmianę pozycji statku, kierując się nieco ku brzegowi gdzie woda jest płytsza (70 – 80 stóp). I te zmiany pozycji staku będą dokonywane przez kapitana mniej więcej co godzinę. Na ostatnim postoju (45 – 50 stóp głębokości), tuż po zakotwiczeniu statku, czuję na kiju bardzo silne i zdecydowane atakowanie przynęty przez rybę. Odczekuję pierwsze „stukanie” i zdecydowanie podcinam przy drugim. Przez parę sekund czuję bardzo silny opór ryby, andrealina podskoczyła wyraźnie, ale niestety po chwili wielkie rozczarowanie. Nagle nie czuję żadnego oporu i wyciągam lużną linkę, gdyż cały zestaw został urwany. Prawdopodobnie tautog atakował przynętę będąc schowany między kamieniami lub pod i w momencie zacięcia dał nura pod skały a żyłka została przecięta na kamieniu. Wszakże wcześniej też urwałem zestaw, ale wtedy nie było brania ryby, więc łatwiej było się z tym faktem pogodzić.
   No cóż, rybka też musi mieć szansę ucieczki a robi to często kiedy wędkuje się na tak sprytną rybę jakim jest tautog. Ten ostatni postój statZalogantka i dwoch Jozkowku był bardzo szczęśliwy dla Wojtka, który natrafił na dobre miejsce na dnie i wyciągnął w ciągu jednej godziny 4 wymiarowe tautog. W sumie miał ich 5 oraz kilka niewymiarowych, które powędrowały z powrotem do wody. Józek zaliczył tylko jedną wymiarową rybkę a ja zakończyłem wędowanie niestety tylko na dwóch niewymiarowych, które jak zawsze – nigdy nie zabieramy z sobą. Poczekam na nie za rok! Pewnie na ten sam statek, bo kapitan robił wszystko, abyśmy mogli coś zwędkować. No, ale ryba nie zawsze bierze w przeciwieństwie do ......dwunożnych istot nań wędkujących.
   Do poru wracamy 0 3:30 pm czując już za sobą silne podmuchy lodowatego wiatru.
   P.S. A pulę między nami wygrał Wojtek, z czym Józek długo nie mógł się pogodzić.
 Trzy dni później wieczorem znajomy głos Wojtka w słuchawce – może by tak na tautog jutro? Niestety musiałem zrezygnować, choć zapewne z .......korzyścią dla pięknego czoła mojej „przyjaciółki żony”, bo przeszkodził mi w tym mój .....6-cio letni wnuk, którego musiałem w tym dniu zawieźć i odebrać z przedszkola. A szkoda, bo to był dobry dzień i koledzy wrócili z wymiarowymi tautog do domu.

 Tekst: Józef E. Kołodziej
 Foto: J.E. Kolodziej www.przygodaznatura.com
 Grudzień 2010
 Artykuł ten był publikowany w „Tygodniku Plus” w styczniu i lutym, 2011 roku.
 www.tygodnikplus.com
Przedruk za zgodą redakcji

 

OSTATNIE ARTYKUŁY:
Barakudy z Bahamas
Wędkowanie na Wyspach...
W Pogoni za Makrelą
Długi Łososiowy Szlak
Halibuty z Alaski
Tęczaki z Lake Erie
Szczupaki z Lake Champlain
Dorsze z Massachusetts
Wędkowanie na Gulf Stream
Barakudy z Meksyku
Wędkowanie w Trókącie Ber..
Wędkowanie w Kostaryce
Fluke z New Jersey - USA
Wędkowanie na Kubie
Wędkowanie Tautog - USA
Zimne wędkowania - USA
Królewska Ryba - Łosoś
Wybrzeże Tuńczyków i nie...
Wędkowanie w Polsce-2013
Wędkowanie - Floryda-2013
Black Sea Bass - 2010
Zbiornik Mazioarnia - 2014