Przygoda z Naturą

FLUKE Z NEW JERSEY - 2010

    Pisząc z New Jersey, mam oczywiście na myśli nie sieć sklepów spożywczych typu „Shop Rite” czy „Path Mark”, gdzie można kupić rybki, te do smażenia lub w puszkach. Mam na myśli oczywiście Ocean Atlantycki u wybrzeży New Jersey. Bo prawdziwy wędkarz, niczym dawni Indianie, zje rybkę wtedy, kiedy ją sam złowi. Ja przynajmniej staram się trzymać tej zasady, bo rybki w puszcze...kupuję tylko dla naszego kota – Lucky. A to dlatego, że on nie jest typowym kotem (bardzo zcywilizowany), bo  świeżą rybkę nawet nie powącha, a o jej konsumcji nie ma nawet mowy. Podejrzewam, że prędzej by zakąsił trawką na śniadanie.
     Przyznam się szczerze, że do tej pory na wędkowanie tej bardzo smacznej ryby wybierałem się z wędką bardzo rzadko. Po pierwsze, że wędkuje się ją głównie w okresie letnim kiedy akurat trochę czasu zabierają mi wyjazdy do Polski lub weekendowe wyprawy na łono natury (oczywiście z rodzinką). Po drugie; nie należę do entuzjastów wędkowania w upale mimo, że na punkcie wędkowania, jestem „trochę zwariowany”, jak zręsztą wielu moich kolegów wędkarzy. A po trzecie wędkowanie z wieloosobowego statku wędkarskiego (kapitan upycha tyle osób ile się da) nierzadko w gronie pięćdziesięciu - sześciesięciu wędkarzy, to naprawde wątpliwa przyjemność. Ciasnota na pokładzie, trudności z przemieszczaniem się po zapchanym lodówkami i sprzętem wędkarskim pokładzie, oraz zmora wędkowania jakim są częste splątania – odstraszały mnie od wędkowania w upale na fluke, (poprawna nazwa: Summer Flounder – Paralichthys dentatus) skutecznie przez wiele, wiele lat.
     Sytuacja się trochę poprawiła, kiedy kilka lat temu mój znajomy kupił łódkę i zaprosił mnie kilkakrotnie na wędkowanie fluka. Choć raczej przypominało to zabawę w wędkowanie „niedzielnych wędkarzy” (bez urazy dla tych którzy wędkują w niedzielę także). Wędkowanie blisko brzegu, na płytkich wodach, na ogrodowego robaczka, przynosiło marne efekty w postaci kilkunastu niewymiarowych fląderek. Mimo moich protestów, znajomy ów nie wypuszczał ich jak nakazuje prawo lecz przeznaczał na konsumcję i jednocześnie pałał chęcią pochwalenia się przed znajomymi swoim wędkarskim „kunsztem”. No cóż, można i tak.
     Rok temu (2009) kupiliśmy z synem niedużą (16 stóp, typu byliner) łódkę co rozwiązało nam wiele problemów z wyjazdami na ryby jako, że nie na wszystkich jeziorach można wypożyczyć coś do pływania. A jeżeli już, to ceny za wypożyczenie aluminiowej łodki, wahają się w granicach $80 do $120 za dzień. Zeszły rok wędkowaliśmy głównie na jeziorach w stanie Nowy Jork (w jego pólnocnej części) oraz jesienią na oceanie na striped bass (Marone saxatilis). Natomiast od początku tego roku, wędkujemy przeważnie na Oceanie Atlantyckim u wybrzeży New Jersey. Wiosenne wyprawy wędkarskie na stripped bass, nie przyniosły spodziewanych sukcesów. Niestety, wiele gatunków ryb w tym rejonie jest sukcesywnie odławiana przez komercyjne statki i z reguły wędkarzom pozostaje drobnica. Nie inaczej było z tegorocznym fluke.
     Mimo letniego skwaru, postanawiamy 20-go czerwca wybrać się na fluke na Ocean Atlantycki. Razem ze mną popłynie też syna córka, dziesięcioletnia Karolina. Wyruszamy z domu już o 4 rano, ale o tym aby ją zostawić, nie ma mowy. Pewnie by się do nas przez tydzień nie odzywała, bo ona jest już „zapaloną” wędkarką, która sama zakłada na haczyk każdą przynętę. Po drodze w sklepie wędkarskim zaopatrujemy się w przynętę na flądry (fluke): mrożone rybki, żywe małe rybki  zwane killies, mrożone clams, squid i dwa bunkers na bluefish.
     Dopiero zaczyna świtać, kiedy odpływamy z portu w Keyport na południe, wzdłuż wybrzeża. Sruba pomrukując radośnie, odkładając za rufą skłębioną wodę. Do miejsca połowu, docieramy po 30-tu minutach, obserwując po drodze jak zawsze bajeczne wynurzanie się złotej kuli z błękitnych wód oceanu. Na niebie ostatnie zaspane chmurki, odpływają za widnokrąg, a mewy majestatycznie szybują nisko, szukając okazji na śniadanie.     Montujemy zestawy rozmrażając jednocześnie trochę przynęty. Łódkę Kontrad ustawia na dryfowanie. Głębokość dzisiejszego wędkowania wahać się będzie od 8 do 30 stóp. Znajdujemy się na wysokości miasta Kinsburg (NJ) , w odległości około 2 mil od brzegu. Dzisiejsze wędkowanie rozpoczął Konrad, ale niewymiarowym fluke, który zaraz powędrował do wody. Ja na przynętę na początek używam małe żywe rybki (killies), po dwie na haczyk. Przy nich pozostanę do końca dzisiejszego wędkowania, bo okazały się one najskuteczniejsze. Karolina używa kilies ale także i kawałków clams. Konrad często zmieniał przynętę, wyprobowując wszystkie ale najczęściej używał mrożonych rybek.
     Przez cały okres wędkowania, próbowałem „wyczuć” najlepszy moment do zacięcia. Nie było to zbyt łatwe, gdyż małe fluke bardzo delikatnie szarpały przynetę, a mała fala i prąd związany z przypływem i odpływem, nieco to utrudniały. Zbyt szybkie podcięcie, z reguły powodowało, iż wyciągałem pusty haczyk bez przynęty. Zbyt długie czekanie, dawało przeważnie pewne zacięcie ryby, jednak haczyk tkwił głęboko w jej pysku i trzeba było nieco dłużej ją uwalniaćprzed wypuszczeniem, aby ją zbytnio nie zranić. W południe mamy po kilka fluke „na kiju”, ale żaden z nich nie jest „keeper” (ryba wymiarowa). Tuż po południu, z daleka obserwujemy stado mew krążących nad oceanem w tym samym miejscu. To znak, że tam na powierzchni jest dużo planktonu, którym odżywia się Atlantic menhaden (Brevoortia tyrannus) popularnie zwana między innymi - bunkers, ryba nie majaca wartości smakowych (używana na przynętę). A tam gdzie jest bunkers powinna być bluefish (Pomatomus saltatrix) lub spóźniony striped bass (na wiosnę jest dobry okres żerowania tej ryby). A na bluefish zapolujemy my. I tak ten łańcuch pokarmowy zamyka się zgodnie z prawem natury. Bunkers, występująca nieraz w kilkukilometrowych ławicach, jest także doskonałym przysmakiem dla innego gatunku ryb jak: cod, bluefish, striped bass, haddock, mackerel, halibut i tuna.
     Po piętnastu minutach szybkiego płynięcia, jesteśmy na miejscu. Na powierzchni oceanu, widać duże połacie planktonu. A woda na dużej powierzchni, aż się „gotuje” od żerujących bunkers. Pierwszy raz mam okazje oglądać tak bliska to fenomenale zjawisko.Próbujemy złapać kilka, na świeżą zanętę. Na trzyramienną kotwiczkę, nie jest to problemem. O tym, że na bunkers poluje bluefish, przekonaliśmy się wtedy, kiedy trzy wyholowane bunkers (ociekające krwią) przez Konrada, były odgryzione w połowie przez bluefish.
    Ja z Konradem zmieniamy zestaw na bluefish (ciężka podłużna blacha z pojedyńczym haczykiem i plastykowym wabikiem). O dziwo, bluefish kompletnie nie atakuje blachy. No ale nie dziwi mnie to bo mając pod dostatkiem mnóstwo żywej zakąski, woli ją od metalu. Wracam więc z powrotem do zestawu na bunkers. Kiedy już czuję na kiju, pewne zacięcie bunkersa, zostawiam go w wodzie. Taktyka okazała sie słuszna. Za chwilę silne pociągnięcie linki, podcięcie i już wiem, że na drugim końcu wędki jest duża i silna ryba. Ze względu na delikatny zestaw, męczę ją nieco dłużej. Po 15 minutach, szarpiąca się bluefish, ląduje w podbieraku. Ma 33 inch i trafia do lodówki z myślą o przyrządzeniu z niej wspaniałych mielonych kotletów.
     Co chwilę gonimy ławicę bunkers, z chęcia złowienia następnych bluefish, ale niestety bez rezultatu. Jeszcze tylko zerwana bluefish Konrada i powtórnie wracamy na łowisko gdzie powinien być fluke. Historia popołudniowego wędkowania jest odbiciem porannego. Same niewymiarowe. Dopiero o 5 po południu Konrad wreszcie wyciąga wymiarowego fluke – 19 inch. W sumie złowiliśmy (Karolina nam wcale nie ustępowała) 22 fląder (fluke), ale tylko jeden „keeper” (19 inch) Konrada. No cóż, wcale nas to nie zraziło i umawiamy się na kolejne wędkowanie, na tą samą rybę  za dwa tygodnie. Może będziemy mieli lepsze rezultaty.
     Dwa tygodnie minęło niepostrzeżenie i już czwartego lipca, spuszczamy naszą łódkę do wody z tej samej pochylni w Keyport za jedyne $20 (nic za darmo). Zaopatrzeni uprzednio w przynętę i uzupełniwszy braki w sprzęcie wędkarskim, płyniemy w to samo miejsce co dwa tygodnie temu. Z tym, że wypływamu nieco później i jeszcze z jednym znakomitym wędkarzem, Tadeuszem Młynarskim. Karolina oczywiście płynie z nami – nie odpuszcza żadnej wyprawy.
      Pogoda z rana jeszcze nam nie dokucza a lekki wiaterek pozwala na wędkowanie do 11 rano bez rozłożenia daszka na łodzi. Ale później, kiedy najmniejszy powiew wiatru nie zmarszczył powierzchni oceanu wyglądającej jak rozgrzane lustro, a temperatura powietrza przekraczyła 100 stopni Fahrenheit (38 C), wędkowanie na odkrytej łodzi byłoby niemożliwe.   Dzisiejsze wędkowanie na fluke rozpoczynamy w torze wodnym którym płyną pełnomorskie statki z ropą do terminalu w Perth Amboy. Kilka z nich mija nas dosyć blisko. Używamy tych samych zanęt jak poprzednio. Tadeusz zarzuca drugą wędkę na kawałek bunkersa na grunt, licząc na dużego fluke. Do południa mamy już około 16 flukes w tym tylko jeden wymiarowy (18 inch), którego zwędkował na kawałek mrożonej rybki, Tadeusz. Reszta młodzieży powędrowała z powrotem za burtę.
     W południe obserwujemy dużo łódek i kilka „party boat” w odległości od nas około 2-3 mil. Postanawiamy tam płynąć licząc na dobrą znajomość miejsc na fluke przez kapitanów tych łodzi. Zaraz po dopłynięciu i ustawieniu łódki na dryf, nasze przynęty powędrowały do dna na głębokość około 30 stóp. Parę minut później, Karolina podcina i jej delikatna wędka wygina się w klasyczny łuk. Pod nadzorem taty, wyciąga swojego największego w dotychczasowej karierze wędkarskiej, dwudziesto inchowego fluke zwędkowanego na żywą rybkę. Gratulacje, pamiątkowe zdjęcie a my mamy także nadzieję na szybkie zwędkowanie „keeperów”.
     Niestety, biorą ale same małe, mimo kilkakrotnej zmiany miejsca. I tak już pozostanie do końca wędkowania. Wracamy nieco „przygrzani” od dzisiejszego skwaru bo mimo wszystko pobyt na oceanie niewiele obniżał temperaturę powietrza. Bilans dzisiejszego wędkowania to 39 fluke, ale jak wspomniałem wyżej, tylko dwa będą się wygrzewały w ciepłym oleju na patelni. A mięso fluke smakuje wybornie.
     Do trzech razy sztuka pomyślałem sobie, kiedy w słuchawce usłyszałem kuszący głos Konrada – może by tak na fluke? Wszakże za kilkanaście godzin wyjeżdżaliśmy na urlop do North Carolina (z Wojtkiem) dlatego należało jeszcze jakoś przekonać nasze towarzyszki-żony, że do urlopu jeszcze tyle tych godzin, więc pakowanie można ździebko odłożyć na parę godzin, ale wędkowania - na pewno nie! Panie okazały się wyrozumiałe i 17 lipca powtórnie jesteśmy na łódce Konrada w trójkę jako, że Karolina ze względu na pobyt na koloniach, nie mogła wędkować z nami.
     Lato w tym roku jak wiemy wszyscy obdarzyło nas chyba nadmiarem ciepełka, nie żałując go także podczas i tej wyprawy na fluke. Używamy takich samych przynęt jak poprzednio, z tym, że Konrad próbował także na gotowane shrimps kupione w sklepie - z dobrym skutkiem. Fluki brały na wszystko tak samo dobrze....ale historia się powtórzyła po raz trzeci, bo zdecydowana większość zwędkowanych ryb, była niewymiarowa. Wojtek cały czas wędkował na dwie wędki  i choć jedną z nich uzbrajał w duże kawałki bunkers, to niestety nic większego nie dało się nabrać na tą przynętę. Ostanią fluke dzisiejszego wędkowania wyciągnął z wody Konrad i jakież było nasze zdziwienie kiedy zobaczyliśmy iż nie ma ona ...ogona. Prawdopodobnie musiała się kiedyś wymknąć drapieżnej rybie dosłownie z pyska, pozostawiając swój ogon w zamian za życie. Ale to nie przeszkadzało jej w codziennym żerowaniu i egzystencji. Mimo, że złowiliśmy razem 48 fluke (Wojtek 19, Konrad 18 a ja 11), to jednak tylko dwa (Wojtka i Konrada), osiagnęły wymagany wymiar (18 inch). Reszta powędrowała do wody. A ja znowu wróciłem bez „keeper”, mimo iż prawie przez cały czas zakładałem po dwie killies (żywe rybki), aby zachęcić te większe fluke.
     Po tym wędkowaniu postanowiłem resztę weekendów spędzić na plaży relaksując się i zażywając morskich kąpieli na swojej ulubionej plaży – Island Beach State Park,  na południu New Jersey. Ale nie zawsze realizujemy to co planujemy, zwłaszcza kiedy na przeszkodzie stoją ....rybki. Bo kolejnej propozycji Konrada nie mogłem się oprzeć. Tym razem poparła mnie ......moja żona, która wyraziła ochotę popłynąć z nami. Oczywiście nie jako wędkarka, ale jako fotograf i osoba kochająca wodę niezależnie od akwenu. Oczywiście tego popołudnia dołączyła także do nas cała szczęśliwa Karolina, która już wróciła z koloni w Lake George. Jako piąty, na łódce znalazł się jeszcze Arek, który dotychczas nigdy nie wędkował na fluke, ale jak się okazało, radził sobie bardzo dobrze.     W gorące popołudnie 8-go sierpnia, wypływamy dopiero o 2:30 pm. Nad wodą jest o wiele chłodniej (nie ustawiamy daszka) ale stały silny wiatr powoduje, że ze względu na duże fale (1 do 1.5 stopy), wędkowanie a raczej poruszanie się po łódce jest nieco utrudnione. Tym razem wędkujemy głównie na killies i kawałki squida. Konrad próbuje też na gotowane shrimps.
     Już na samym początku szczęście uśmiechnęło się i do mnie. W ciągu zaledwie 5-ciu minut zwędkowałem 3 fluke – ten trzeci wreszcie „keeper”. Kolejne przestawianie łódki i ustawianie ją na dryf, owocuje ciągłym braniem ryb. To był dobry dzień. W ciągu 5-ciu godzin, złowiliśmy w czwórkę 45 fluke (Konrad 15, ja-11, Karolina 10 i Arek 9) i aż cztery wymiarowe (ja-2, Konrad-1, i Arek-1). Ze względu na stały wiatr, „zaliczyliśmy” też parę ryb latających, bo to jest ich ulubiona pogoda. Przy ostatnich blaskach jak zwykle pięknego zachodu słońca nad oceanem, dopływamy do rampy mijając po drodze widoczny z daleka Verrazano Bridge. Obiecuję sobie po cichu, że następny weekend spędzę jednak na plaży, bo lato się niedługo skończy. Ale jak zadzwoni znowu Konrad z propozycja  „nie do odrzucenia” to......? Dane wędkowania. Wędkowanie na Summer flounder (inne nazwy to: Fluke, Northern Fluke, Flattie, Doormat), która osiąga średnio 2-4 funty, ale zdarzają się u wybrzeży New Jersej takie owadze 8-12 funtów – chociaż nieczęsto. Występuje w Oceanie Atlantyckim u wybrzeży USA od stanu Maine aż do północnej Florydy. Mięso charakteryzuje się wspaniałym smakiem. Wymiar ochronny w stanie New Jersey wynosi 18” (na 2010) rok i 6 sztuk na dzień –wymiarowych. Głebokość wędkowania podczas tych czterech wypraw wahała się od 8 do 35 stóp przy odległości od brzego 1 do 3 mil. Zanęta: zamrożone małe rybki, żywe malutkie rybki – killies, zamrożony squid i bunkers, gotowane shrimps. Można ją także wędkować na sztuczne przynęty.   
    Sprzęt: Lekki zestaw czy to na naturalną  czy też na sztuczną przynętę. Ja podczas tych czterech wędkowań używałem wędki firmy Ugly Stick o długości 7 stóp (2.1 m), z kołowrotkiem marki  - Shimano o stałej szpuli (spiningowy). Do tego linka o wytrzymałości 12 lbs, ciężarek 4 lub 5 uncji (w zależności od siły prądu) umocowany na przelotowej agrafce. Haczyk na fluke kupiony w sklepie wędkarskim z gotowym przyponem Około 3 stopy), uzupełnia całość zestawu na tą rybkę.
   Konrad wędkował na krótszą wędkę (6.5 stopy z kołowrotkiem o ruchomej szpuli (mały multiplicator) a pozostali uczestnicy wędkowali na podobne zestawy. Nie wymieniam typu wędek czy kołowrotków bo na rynku jest w tej chwili bardzo duży wybór w sprzęcie do wędkowania, więc trudno ocenić mi, który jest najlepszy.
   Trzeba dostosowac do swoich upodobań. A nawet jeżeli z tego powody wyciągniemy mniej ryb, to bedzie to z korzyścią dla nich i innych wędkarzy. Niekoniecznie musimy złowić limit. Pamiętajmy, że wędkarstwo to przede wszystkim rekreacja i obcowanie z naturą a dopiero potem ilość zwędowanych ryb.
 
 Tekst i foto: J.E. Kołodziej
 Korekta: mgr Krystyna Sawa


 Artykuł ten był publikowany w „Tygodniku Plus” Od 10 września do14 października 2010 roku.
 www.tygodnikplus.com
  Przedruk za zgodą redakcji

 

OSTATNIE ARTYKUŁY:
Barakudy z Bahamas
Wędkowanie na Wyspach...
W Pogoni za Makrelą
Długi Łososiowy Szlak
Halibuty z Alaski
Tęczaki z Lake Erie
Szczupaki z Lake Champlain
Dorsze z Massachusetts
Wędkowanie na Gulf Stream
Barakudy z Meksyku
Wędkowanie w Trókącie Ber..
Wędkowanie w Kostaryce
Fluke z New Jersey - USA
Wędkowanie na Kubie
Wędkowanie Tautog - USA
Zimne wędkowania - USA
Królewska Ryba - Łosoś
Wybrzeże Tuńczyków i nie...
Wędkowanie w Polsce-2013
Wędkowanie - Floryda-2013
Black Sea Bass - 2010